Kolarska przygoda. Be smart! Z cukrzycą w USA.


No i już po. Co jednak przeżył to jego. Wspaniała przygoda w Ameryce, Przemysława Kotulskiego, stypendysty Drużyny MOJACUKRZYCA.PL

Przemek Kotulski kolarz (a wcześniej także szermierz), mieszkaniec Rydułtów, na co dzień zawodnik LK UKS Pszczyna, uczestniczył w tygodniowym obozie kolarskim Talent ID Camp zawodowej grupy kolarskiej Team Novo Nordisk, zorganizowanego w Athens w stanie Georgia. Kolarstwo i cukrzyca przeplatały się tu ze sobą.

– Dwanaście lat temu w marcowy wieczór wracaliśmy z trzyletnim  Przemkiem z poradni cukrzycowej w Gliwicach. To był drugi dzień po zachorowaniu, a nasz pierwszy z obywaniem się w robieniu zastrzyków z insuliny. Czuliśmy się jakbyśmy wieźli bombę wybuchową z opóźnionym zapłonem, który wybuchnie w nocy niskimi cukrami, omdleniami. Byliśmy przerażeni. No i wybuchła. Po 12 latach, wspaniałą przygodą. Gdyby nam kiedyś ktoś powiedział, że Przemek ze swoją chorobą cukrzycą oraz kolejną celiakią będzie wyczynowym sportowcem i jeszcze sam poleci za Ocean to byśmy popukali się w głowę – mówią rodzice Aleksandra i Janusz.

Stypendyści Drużyny MOJACUKRZYCA.PL pokazują, że można. Można wiele. To nie wyrok, a jak okazało się u Przemka, szansa.

Przemek na próbie wydolnościowej i sesji zdjęciowej

Przemek na próbie wydolnościowej i sesji zdjęciowej

Co roku drużyna Team Novo Nordisk z USA zaprasza na dwa obozy ok. 40 osób z całego świata w wieku 15-25 lat. Trzeba mieć cukrzycę i być rokującym nadzieje kolarzem. Ocenia się to po wypełnieniu wstępnych ankiet. Na ich wypisanie Przemek zbierał się rok. Tata zachęcał do napisania do drużyny, ale ciągle jakoś nie było po drodze. Ostatecznie kiedy info o obozie pojawiło się w Internecie Przemek zachęcony przez prezesa Mariusza Masiarka wysłał zgłoszenie. Zaproszenie przyszło błyskawicznie. Tak błyskawicznie, że rodzice nie uwierzyli. Jakoś tak trudno było się oswoić z myślą, że zaproszenie stało się realne. Przemek był tak pewny siebie i zdeterminowany, że walizki w myślach były już spakowane.

A potem orka na ugorze. Paszport ważny za krótko, wiza do załatwienia, a co wiadomo tym którzy się o nią starali, to nie tak łatwo. Szaleństwo załatwiania i wszystko na tzw. ostatni moment. Ale udało się, z ogromną pomocą pana Mariusza Masiarka, który stał się rodzinnym, niezastąpionym  tłumaczem.

Kiedy mailem wpłynęły bilety lotnicze pewność wyjazdu stała się ogromna. W walizce stroje sportowe, buty kolarskie, stroje kolarskie, kask i jeszcze raz stroje kolarskie. Zawartość wskazywała, że szykuje się niezła jazda dosłownie i w przenośni.

Nowy rower...

Nowy rower…

Lot Boeningiem, samotnie. Przesiadka na ogromnym lotnisku we Frankfurcie i lądowanie w Atlancie. W plecaku tony dokumentów, żeby nie było kłopotów przy odprawie. W końcu w skórze wbite dwie metalowe igły. Ta od pompy insulinowej i ta od Dexcoma (stały monitoring cukrów). Do tego w plecaku insuliny, igły, zbiorniczki na insulinę, jedzenie bezglutenowe. Wszystko problematyczne ale z papierami po polsku i po angielsku do przejścia.

No  i słynny już rower. Cały czy w skrzyni – najważniejsze pytanie dręczące rodziców. W końcu decyzja – jedzie cały. No i jak się okazało cały pojechał, ale do Atlanty doleciał w częściach.  Parę godzin w kolejce by przejść urzędnika imigracyjnego na granicy na lotnisku, dokumenty do wypełnienia w języku angielskim no i niezawodny pan Mariusz po drugiej stronie Oceanu, pomagający tłumaczyć urzędowe papiery.

Organizatorzy o czasie na lotnisku, niezwykle miłe przyjęcie i oczekiwanie na innych kolarzy diabetyków z innych części globu. Potem dwie godziny samochodem na Campus i lądowanie w pokojach z kolegą z Uzbekistanu. Bez roweru, który utknął we Frankfurcie. Pierwsze zderzenie – po naszymu – hyc okropny! I jak tu jeździć no i czym. Organizatorzy jednak stanęli na wysokości zadania. Rower – świetny – Orbera – stał i czekał w pokoju, żeby nie odczuć ani minuty problemów z braku rowerów. A potem kolejne dni ciężkiego treningu. Pierwszy dzień i rozjazd 50 km, po okolicy Athens.

Spotkanie z lekarzem każdy z osobna.

– Dostałem fajne wskazówki co do ustawienia cukrów przed zawodami i treningiem – już się sprawdziły. Lepiej się czułem na ostatnich zawodach już w Polsce po ich wprowadzeniu – mówi Przemek.

Kolejne dni i kolejne kilometry w nogach do tego testy wydolnościowe, zawody, ćwiczenia sportowe, Czyli niezły wycisk. Tydzień ciężkiej roboty. Regularne mierzenie cukrów, także w nocy, organizatorzy siebie też nie oszczędzali. Chodzili, budzili, sprawdzali. Ciągle pod okiem wymagających od siebie i od innych.

– Kiedy jest się kolarzem to ciężka praca. Do tego walka z chorobami. W moim przypadku dwiema. Tu większość miała cukrzycę, była też część osób z celiakią. Zobaczyłem tu, że dobre wyrównanie cukrzycy jest niezwykle ważne w sporcie – mówi Przemek.

To co jednak wywarło ogromne wrażenie to spotkanie z dyrektorem generalnym grupy Team  Novo Nordisk Philem Southerlandem.

 

– Spotkanie długie nie było, ale dużo zapamiętałem wskazówek. No i bardzo dobry, wymagający, fajny trener Gleb Groysman. Stawiał szczególnie na to by jeździć mądrze. Powtarzał be smart – rozum! Nie tylko nogi. Bądź mądry – tłumaczy Przemek.

Ostatnie zdjęcie na lotnisku w Atlancie

Ostatnie zdjęcie na lotnisku w Atlancie, ekipa młodych kolarzy z Morgan Patton Brown z Team Novo Nordisk

Żeby tak nie było, że był tylko wycisk i pot. Były świetne spotkania, zaproszenie do meksykańskiej restauracji i znajomości, które rozkwitły, jak to zwykle bywa, w ostatni dzień wyjazdu. No ale po co jest Internet. Już w drugi dzień po wyjeździe ze Szwajcarii nadeszły pierwsze pozdrowienia z pytaniem: Kojarzysz mnie? Mówili mi…. Bormaszin. Nie wiem, czy wiesz o co chodzi- dopytywał jeden z kolarzy. – Jasne, jasne u nas mama Ślązoczka tak godo na wiertarka – zaśmiewał się Przemek. I okazało się jaki świat może być mały.

Żeby jednak dystans świata znów kiedyś zrobił się taki, że można go pokonać kolejny rok to ciężkie treningi i ostra nauka… języka.

Ekipa powitalna na lotnisku w Krakowie

Ekipa powitalna na lotnisku w Krakowie

Stypendysta Drużyny MOJACUKRZYCA.PL 15-letni Przemek Kotulski jako jedyny Polak, uczestniczy w Talent ID Camp, w którym bierze udział 20 utalentowanych kolarzy diabetyków z całego świata. Wyjazd był możliwy dzięki współpracy Towarzystwa Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą z Team Novo Nordisk zawodową grupą kolarską, złożoną ze sportowców chorych na cukrzycę.

Współpraca będzie kontynuowana.

Nasi kolarze to nie tylko sportowcy – podkreśla Morgan Patton Brown, dyrektor Talent ID Camp Program. To ambasadorzy edukacji w cukrzycy, wzmacniają wiarę w możliwości i stanowią inspirację dla innych diabetyków. Jak napisała Przemek wykonał świetną robotę! Już nie możemy się doczekać jego kolejnego przyjazdu!