Pięć lat drugiego życia


Małgorzata Rudnik, fot. Dominik Figiel

Małgorzata Rudnik – Jestem byłą diabetyczką. Fot. Dominik Figiel

Małgorzata Rudnik W 2010 roku przeszła wyprzedzający przeszczep trzustki. Pierwszy w Polsce. Właśnie mija 5 lat od tego momentu, kiedy mogła powiedzieć: Jestem byłą diabetyczką.

Jak wygląda życie po przeszczepie? Czego można się spodziewać w zamian? Czy taka terapia jest dla każdego? Jak żyje się z dwiema trzustkami? Oto niektóre pytania jakie padły w rozmowie z Małgorzatą Rudnik.

5 lat z nowym życiem i dwiema trzustkami. Jak je Pani ocenia?

Pięć wspaniałych zdrowych lat.  Pięć lat bez cukrzycy, bez podawania insuliny, ciągłego monitorowania poziomu cukru we krwi, dostosowywania dawek insuliny do jedzenia i bez kilku innych obowiązków diabetyka. Odnośnie do trzustek, nie odczuwam, że mam dwie.

Jak doszło do przeszczepu?

Od momentu zachorowania na cukrzycę typu 1 najpierw moi rodzice, a potem ja poszukiwaliśmy metody wyleczenia mnie z niej. W trakcie poszukiwań zetknęłam się z różnymi nowinkami,  ale były one tylko w fazach eksperymentalnych. W 2002r. przeczytałam o mających ruszyć w Polsce przeszczepach wysp trzustkowych i wtedy zaczęłam śledzić przebieg prac nad nimi w naszym kraju. Do 2006r. nie ruszyły one w Polsce, dlatego też zaczęłam starać się o wykonanie u mnie takiego zabiegu poza granicami kraju, w Mediolanie. Niestety nie dostałam takiej zgody ze względów proceduralnych. To było moje pierwsze zetknięcie z transplantologią. W międzyczasie okazało się, że przeszczep wysp trzustkowych w moim przypadku nie wyleczy cukrzycy. Jeśli nie same wyspy, to może przeszczep całej trzustki – taką propozycję do rozważenia dostałam w 2009r. od mojego lekarza, prof. Janusza Wyzgała ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Szybko podjęłam decyzję, że chcę tego.  I tak zaczęła się pierwsza w Polsce kwalifikacja do przeszczepu samej trzustki. Sam przeszczep odbył się 22 października 2010r.

To zawsze bardzo interesuje pacjentów. Kto może mieć przeszczep? Były jakieś specjalne uwarunkowania w Pani przypadku?

Wskazaniem do tego typu zabiegu jest: chwiejna cukrzyca z częstymi hipoglikemiami powodującymi utratę świadomości, jednak chwiejność ta nie może być spowodowana winą pacjenta tzn. niezdyscyplinowaniem i zaniedbaniami chorego. Także stwierdzone początkowe uszkodzenie nerek z powodu cukrzycy, które w przyszłości może doprowadzić do ich niewydolności oraz retinopatia cukrzycowa. W moim przypadku były to chwiejna cukrzyca z tendencją do wysokich poziomów cukru pomimo prawidłowej samokontroli oraz początkowa nefropatia w okresie wydolności nerek.

Co było najtrudniejsze w podjęciu decyzji? Chyba najważniejszej w życiu…

Na pewno niepewność jak zakończy się ten zabieg dla mnie. Z jakim skutkiem. Bo przecież mogłam nie przeżyć, z różnych przyczyn trzustka mogła nie podjąć  pełnienia swoich funkcji lub mógł  nastąpić odrzut. To wszystko zależy od wielu różnych czynników, z którymi medycyna nie potrafi sobie jeszcze poradzić. W rozwianiu tych wątpliwości i podjęciu decyzji od strony medycznej bardzo duże wsparcie i wiedzę otrzymałam od dr hab. Michała Wszoły. Teraz z perspektywy czasu cieszę się, że 5 lat temu zdecydowałam się na przeszczep i drugi raz zrobiłabym to samo.

Jak to wyglądało?

Wszystko zaczęło się 21 października 2010r. Ok. godz. 21.20 zadzwoniła Pani koordynator z Poltransplantu z informacją, że może będę miała przeszczep trzustki i czy w takim razie będę mogła przyjechać do Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Pani powiedziała, że to nic pewnego i że jeśli nie zadzwoni w ciągu 2-3 godzin to znaczy, że jest to nieaktualne. W tym czasie spakowałam się (do tamtej pory nie zrobiłam tego na wszelki wypadek) i po ponad 2 godzinach położyłam się spać, ponieważ pomyślałam, że to jednak nie dla mnie ta trzustka. Po kilku minutach od tamtej myśli zadzwonił telefon i już wiedziałam, że to ten moment. Pani koordynator zaprosiła mnie do Kliniki i w ciągu godziny byłam na miejscu. W Klinice przeszłam szereg badań i do rana nie wiedziałam czy na pewno będę miała przeszczep. Rano podczas obchodu lekarskiego dowiedziałam się, że za 3-4 godziny zacznie się mój zabieg przeszczepienia trzustki. Pierwszy taki w Polsce. W tym czasie poinformowałam kogo trzeba o mojej chwilowej lub wiecznej nieobecności… Przez cały czas byli ze mną moi bliscy. To chyba najważniejsze w takim momencie.

Małgorzata Rudnik, fot. Kasia Wieder Paproch

Małgorzata Rudnik – Cukrzyca nauczyła mnie przede wszystkim pokory i samodyscypliny, fot. Kasia Wieder Paproch

Obawy przed były większe niż nadzieja na inne życie po?

U mnie większa była chyba nadzieja, ale obawy też były.

Ta kwestia nurtuje każdego chorego na cukrzycę. Jak teraz wygląda Pani codzienność?

Moja codzienność to praca zawodowa, obowiązki domowe, od czasu do czasu aktywność fizyczna i inne przyjemności. Takie zwyczajne życie.

 

Nie ma róży bez kolców. Co dostała Pani w zamian codziennej obsługi cukrzycy?

W zamian za to przyjmuję dwa razy dziennie po 3 małe tabletki leków immunosupresyjnych. Leki te obniżają odporność, więc muszę wystrzegać się w moim otoczeniu osób przeziębionych lub takich, od których mogę się zarazić chorobami bakteryjnymi czy wirusowymi. Nie zauważyłam, żebym częściej chorowała w porównaniu z tym, co było przed przeszczepem, zawsze miałam dobrą odporność. Wizyty i badania kontrolne mam porównywalnie  jak w cukrzycy co 2-3 miesiące.

Czego nauczyła  Panią cukrzyca?

Cukrzyca nauczyła mnie przede wszystkim pokory i samodyscypliny. Z powodu cukrzycy zawsze zdrowo się odżywiałam i tak jest nadal. Nie mam zamiaru tego zmieniać.

Są tacy, którzy uważają, że w Pani sytuacji, po przeszczepie, można wszystko. Czy mają rację?

Każdy człowiek może wszystko, musi tylko liczyć się z konsekwencjami swojego postępowania. Po przeszczepie nie zmieniłam znacząco swojego życia. Zdrowo się odżywiam, dbam o jakość mojego życia, regularnie biorę leki immunosupresyjne, wykonuję  badania kontrolne.

Co Pani chce przekazać tym co na co dzień zmagają się z cukrzycą?

Chorzy na cukrzycę powinni przede wszystkim  tu i teraz dbać o jak najlepszą samokontrolę cukrzycy.  Pomimo niej realizować swoje plany i marzenia. Tak naprawdę cukrzycę się ma, a nie choruje na nią. Nigdy nie wiadomo kiedy pojawi się metoda leczenia cukrzycy typu 1 odpowiednia dla danego przypadku. Dla jednych skuteczna może być taka metoda, dla drugich coś zupełnie innego. Nikt za nas nie wie kiedy znajdzie się ta odpowiednia dla niego. Dzięki samokontroli chorzy na cukrzycę będą mogli w dobrym zdrowiu doczekać się tej chwili.

Jak teraz jest Pani postrzegana przez osoby, które znają Panią jako diabetyka? Znajomi, środowisko, przyjaciele…

Wszyscy podziwiają mnie za odwagę. Cieszą się razem ze mną moim zdrowiem. Moje szczęście jest ich szczęściem.