Zagubieni i poranieni


Mariusz Masiarek

Mariusz Masiarek, przewodniczący Towarzystwa Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą

Zawsze jest moment kiedy w pisaniu felietonów przychodzi myśl stająca się przewodnim tematem. W tym wypadku kilka zdań, którymi postanowiłem się podzielić nie jest potrzebą chwili tylko kilkuletnią obserwacją.

Zagubieni.

O kim mowa? O młodych diabetykach, którzy właśnie rozpoczęli samodzielne życie w dorosłości po kilku lub nawet kilkunastoletnim stażu w cukrzycowej rzeczywistości. Oprócz oczywistych problemów związanych z przejściem z opieki pediatrycznej pod tzw. dorosłą, o których można mówić w kilku osobnych tekstach, chciałbym zwrócić uwagę na ich postawę w stosunku do dojrzałej codzienności.

Najczęściej po okresie fascynacji tym, że już teraz „mogę to czego nie mogłem” przychodzi coś innego. Jednak nie otrzeźwienie, jakiego oczekiwaliby rodzice tylko zagubienie. I to takie, które wymaga wsparcia a w niektórych przypadkach nawet fachowej pomocy.

Niby wszystko jest tak jak było, a jednak brakuje motywacji, chęci do leczenia i podejmowania reedukacji w cukrzycy. „Bo wszystko wiem, bo inni też tak robią, bo nie chce mi się, bo…”

Zagubienie prowadzi między innymi do tego, że prywatna cukrzyca staje się publiczną chorobą na forach internetowych czy ostatnio zdecydowanie najczęściej na portalach społecznościowych. Nie mam tu na myśli modelu działania Facebooka tylko raczej to co jest pokazywane przez jego użytkowników. Bo czy aktualny poziom cukru i dokumenty z przebiegu choroby to jest to co powinni widzieć wszyscy?

Zranieni.

W wieloletniej działalności Towarzystwa Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą zauważyliśmy pewną prawidłowość. Niestety ostatnio przybrała ona na sile i staje się coraz bardziej widocznym problemem. To sytuacja kiedy cukrzyca staje pomiędzy członkami rodziny i niczym klin powoduje rozpad związku. Felieton to nie miejsce na analizę takich przypadków, ale można zadać kilka pytań na które poszukujemy odpowiedzi.

Obecne tempo życia nie sprzyja stabilności. A cukrzyca dodatkowo powoduje wiele napięć. Co jest powodem, że niektórzy tego nie wytrzymują? Między innymi dwie postawy.

Pierwsza to kiedy jedna ze stron w rodzinie całkowicie poświęca się opiece, uważając, że robi najlepiej jak tylko można sobie wyobrazić. Najczęściej jednak nie zauważa, że druga połowa, dotychczas idealnie pasująca, zaczyna odpadać.

Druga to sytuacja odwrotna. Kiedy to na własne życzenie jeden z dotychczasowych partnerów nie wytrzymuje i ucieka od trudnych dni i nocy w rodzinnej cukrzycowej rzeczywistości. Najpierw na krótko a później na dłużej.

W tym wszystkim zostaje chore dziecko. Nie muszę dodawać, że ma to ogromny wpływ na jego postrzeganie codzienności.

Psychodiabetologia nie jest jeszcze dziedziną, która ma swoje akademickie odzwierciedlenie. Jednak obserwując problemy z jakimi coraz częściej borykają się diabetycy i ich rodziny spodziewam się nagłego jej rozwoju.

Jeśli ktoś z czytelników tego tekstu znajduje rozwiązanie podobnych, jak te opisane wyżej, sytuacji zagubionych i zranionych może zechce się nim podzielić?

Napisz do mnie: m.masiarek@mojacukrzyca.pl

Felieton ukazał się również w magazynie SzugarFrik